Autor: Artur Gac, AIP

2016-12-16, Aktualizacja: 2016-12-16 10:50

Mariusz Pudzianowski: Niektórzy wieszczą mój upadek

Jego grudniowa walka z raperem "Popkiem" podczas gali KSW 37 w Krakowie wywołała wiele kontrowersji. Niektórzy uznali to za cyrk w świecie sztuk walki. - Ci, którzy tak wiele kłapią na mój temat, dużo się jeszcze muszą nauczyć - mówi Mariusz Pudzianowski. Z byłym strongmanem, obecnie zawodnikiem MMA, biznesmenem i celebrytą rozmawialiśmy m. in. o wzlotach i upadkach w sporcie, gwiazdorzeniu, dużych pieniądzach oraz imigrantach.

Mariusz Pudzianowski - zawodnik mieszanych sztuk walki, wcześniej utytułowany strongman i rugbysta. Wielokrotny mistrz świata, Europy i Polski strongmanów. W 2009 roku stoczył swoją pierwszą walkę w MMA, pokonując Marcina Najmana. 3 grudnia 2016 roku podczas gali KSW 37 w Krakowie pokonał w pierwszej rundzie rapera „Popka”, znanego z zespołu Gang Albanii. Walka trwała 80 sekund.

Jak się Pan czuł w roli bohatera gali o nazwie „Cyrk bólu”?

Nie zwracałem na nazwę uwagi. Robiłem swoje tak, jakbym trenował do walki o mistrzostwo świata. Wszedłem do klatki i zademonstrowałem to, czego mnie nauczono. Jestem zawodowcem od prawie 18 lat, więc dla mnie to chleb powszedni. W Krakowie wykonałem pracę, która dodatkowo sprawia mi przyjemność, bo jest moim hobby.

Wiele osób zżymało się na Pana przeciwnika, którym był raper "Popek". Jaka była idea tego pojedynku?

Siedem lat temu, gdy przychodziłem do MMA, też słyszałem głosy, że ten sport nie jest dla mnie. Pytano, po co "Pudzianowi" mieszane sztuki walki, skoro jest mistrzem świata strongmanów i wszyscy go znają? Mówiono, że więcej ryzykuję, niż mam do zyskania. Mylono się. Przede mną kolejne wyzwanie.


© Szymon Starnawski Polska Press

Przed pojedynkiem z "Popkiem"

Od 2009 roku pełni Pan rolę frontmana MMA w Polsce, popularyzując tę dyscyplinę oraz całą federację KSW. Zastanawiał się Pan, po co szefowie KSW teraz zwrócili się ku "Popkowi"? Czyżby słabła magia Pana nazwiska?

Nie zwracam na to uwagi.
W sporcie zawodowym są upadki i wzloty. Trzy razy z rzędu wygrywałem mistrzostwo świata strongmanów, po czym zająłem trzecie miejsce i nie brakowało głosów, że się kończę. Na własnej skórze przekonałem się, że dużo trudniejsza jest umiejętność podnoszenia się po niepowodzeniu.
Jeżeli ktoś znów wieszczy mój upadek, ma do tego prawo, ale kompletnie nie biorę tego do siebie. Odważny jest każdy, kto wchodzi do klatki. Przed telewizorami i na krzesełkach wokół oktagonu wszyscy są mądrzy, ale to nie ma nic wspólnego z uczuciem, gdy jest się tam, w środku. Każdemu, kto z taką łatwością formułuje opinie na temat zawodników, w klatce ugięłyby się nogi. Gdy zamykają się wrota, uzmysławiasz sobie, że możesz nie wyjść stamtąd o własnych siłach.

Razem z "Popkiem" wypełniliście 3 grudnia krakowską Tauron Arenę do ostatniego miejsca. Wszystkie bilety rozeszły się na pniu.

Świetnie, bo przecież o to chodzi. Gdy są kibice, to wzmaga się zainteresowanie wśród sponsorów, a wtedy telewizja jeszcze chętniej transmituje takie wydarzenie. Wszystko to powoduje, że MMA w naszym kraju się rozwija. Widowisko i rozrywka muszą być.

Wielu osobom może nie podobać się Pana obecność w MMA, a zwłaszcza kontraktowanie tego typu walk, jak starcie z "Popkiem". Tyle tylko, że to dzięki wam jest do podzielenia tort, którym częstują się inni zawodnicy.

Dlatego ci, którzy tak wiele kłapią na mój temat, jeszcze dużo muszą się nauczyć. Śmieję się z tego, bo jak byłem na samiutkiej górze, gdzie przychodziło mnie oglądać kilkanaście tysięcy ludzi, to oni jeszcze lepili babki w piaskownicy.
Chłopaki myślą, że samym treningiem i sportem zawojują świat. Ludzie, nie bądźcie hipokrytami! Żeby trenować godnie i uczciwie na najwyższym poziomie, trzeba mieć zaplecze finansowe.
Chłopak na określonym poziomie musi być zawodnikiem na cały etat. Przykro mi, ale nie da się trenować i chodzić do pracy. A jeśli nie będziesz miał na chleb, to skąd weźmiesz kasę na trenowanie?


© Tomasz Bolt/ Polska Press



Pana kolega z federacji KSW, Artur Sowiński, był niepocieszony faktem, że walka "Pudziana" z "Popkiem" odbyła się po dwóch pojedynkach o pas, m. in. jego z Marcinem Wrzoskiem. „To słabe” - powiedział. Ma rację?

Proszę mu zaadresować moje słowa: "Artur, zjedz snickersa i przestań gwiazdorzyć.

Batonik pomoże?

Artur powinien pamiętać, że gwiazdy błyszczą, ale szybko gasną. A poza tym jest trochę za młody, żeby próbować gwiazdorzyć, a swoje uwagi niech przekaże właścicielom KSW.

Pojedynek z "Popkiem" był nazywany „walką dziwolągów”. Wkurzało to Pana?

Mnie to tylko śmieszy. Ci wszyscy samozwańczy dziennikarze z przeróżnych portali mają o tym takie pojęcie, jak… Nie ma sensu strzępić sobie języka. Nic nie robię sobie z takich opinii.

Dżentelmeni niby o kasie nie rozmawiają, lecz mówi się, że Pan i "Popek" rozbiliście w Krakowie bank. Prawdą jest, że wasze gaże wyniosły łącznie półtora miliona złotych?

Ja nikomu nie zaglądam do portfela i też nie chciałbym, żeby mnie zaglądano. Przez tyle lat zapewniłem już sobie godne życie, jakieś pieniążki odłożyłem, a moje firmy bardzo dobrze prosperują. Stać mnie na życie na dobrym poziomie.

Już dzisiaj mógłby Pan zostać rentierem i do końca życia czerpać z oszczędności?

Owszem, mam ten komfort. Na chleb na pewno mi nie zabraknie.

Tylko pogratulować.

Dziękuję. W wieku niespełna 40 lat zapewniłem sobie pieniądze na zasłużoną emeryturę.


© Szymon Starnawski Polska Press



W takim razie, co teraz jest Pana głównym źródłem motywacji? Chęć odnoszenia zwycięstw czy misja, by jeszcze bardziej pomóc w promowaniu i propagowaniu MMA w naszym kraju?

Dzięki sportom siłowym od dawna pożytkuję swoją energię we właściwy sposób. Poza tym od najmłodszych lat mam we krwi trenowanie. Natomiast samo MMA ciągle jest dla mnie wyzwaniem. Doświadczam na sobie, jak po tylu latach dźwigania niezliczonej ilości ton, organizm się przekształca.
Wciąż potrzebuję czasu, żeby wychodzić do klatki z takim przeświadczeniem, jakie towarzyszyło mi przy podnoszeniu żelastwa: „jest dobrze, mogę spokojnie wygrywać”. Ciągle widzę w sobie potencjał, żeby stać się jeszcze lepszym zawodnikiem.
A chęci mam ciągle takie jak w wieku 25 lat, choć czasami oczywiście wkrada się zmęczenie...

Dariusz Michalczewski powiedział mi kiedyś o swojej walce ze słabościami, gdy już był mistrzem świata i żyło mu się dostatnio: „Dorobiłeś się już pięknego samochodu, ślicznego domu z basenem, a tu wybija siódma rano, a na dworze jest okropnie zimno. Ciężko było, ale szedłem na trening”.

Nie jestem jeszcze na tym etapie, żeby było mi ciężko się zmusić. Ja mam inny problem. Mnie trzeba odciągać i wyganiać z treningu. Bierze się to stąd, że znam sport od podszewki. Stopnia zaawansowania w MMA nie osiągnie się w krótkim czasie, podobnie jak było to w procesie budowania siły. Pomny doświadczeń, jestem cierpliwym tytanem pracy, bo wiem, że każdego dnia muszę dostarczyć organizmowi dawkę treningu, bez której nie będzie efektu. Moja dewiza brzmi następująco: „rób swoje, a organizm to wszystko odda w swoim czasie”. Na zdobycie pierwszego mistrzostwa świata w strongmanach poświęciłem czternaście lat.

Jak wygląda Pana przeciętny dzień?

Wstaję o siódmej rano, idę pobiegać 5-6 kilometrów, a trening zaczynam o 10. Później biorę prysznic, idę do pracy biurowej i wychodzę ok. 17. Wieczorem mam kolejny trening, wracam do domu i dzień się kończy.


© Szymon Starnawski Polska Press



Szerokim echem odbił się Pana wpis na Facebooku, który dotyczył zamieszek z udziałem imigrantów w Calais we Francji. Zamieścił Pan kontrowersyjne zdjęcie, na którym trzyma Pan w dłoniach kij bejsbolowy. „Jeżeli ktokolwiek będzie próbował włamać się do mojego samochodu na naczepę, spotka go przyspieszona asymilacja” - napisał Pan.

Jeżeli ktoś wejdzie na mój teren, czyli włamie się do mojego samochodu, to znaczy, że nie jest normalnym człowiekiem, tylko bandytą, który chce skraść moją własność. W takiej sytuacji nie czekałbym z założonymi rękami, tylko zrobiłbym mu przyspieszony kurs sztuk walki. Nie zawahałbym się ani sekundy, bez względu na rasę i kolor skóry bandziora. W imię zasady: ja twojego nie ruszam, więc ty nie tykaj mojego.

W tym czasie rzeczywiście nastąpiło włamanie do tira, należącego do pana firmy transportowej?

Odpowiem w ten sposób: na dzisiaj mamy, ja i kierowca, do zapłacenia z tytułu kar kilka tysięcy euro. Za to, że cały czas dochodzi do włamań. Ostatnio dostałem wezwanie do uiszczenia kary za zniszczony towar, plus koszty klejenia porozcinanych plandek. Świat stanął na głowie. Rząd francuski nie dopilnował swoich czynności, a ja jestem pociągany do odpowiedzialności finansowej. Absurd!


© Andrzej Banaś Polska Press



A jeżeli Pan nie zapłaci?

To zablokują mi samochody. Po prostu moje tiry zostaną zatrzymane i nie będą mogły kontynuować jazdy.

Któregoś dnia "Pudzian" się wkurzy, wsiądzie do tira i rzeczywiście pojedzie wymierzyć komuś sprawiedliwość?

Drogi panie, nic nie zrobię, choćbym bardzo chciał (śmiech). Wiem, że użył pan przenośni i w tym sensie, na ile tylko będę mógł, zamierzam pilnować swojego mienia i tych dóbr, które powierzyli mi klienci.

A jak zabezpiecza Pan teraz cenny towar jadący przez Calais do Anglii?

Wysyłam dodatkowo dwóch ludzi, którzy w szoferce, obok kierowcy, cały czas „siedzą” na lusterkach i nieustannie śledzą w kamerach, co dzieje się wokół. Gdy tylko dochodzi do próby włamania, zatrzymują pojazd, wyskakują na zewnątrz i pilnują towaru. Nie jestem gołosłowny. Na dowód mam filmiki, włamania są zarejestrowane. Doszło do tego, że moi pracownicy ryzykują życiem, bo policja i państwo nie dają rady.

Pochwala Pan, że w naszym kraju nie ma przyzwolenia na imigrantów?

W tym popieram nasz rząd.
Jeżeli miałbym wybierać, to wolałbym jeść chleb ze smalcem, ale w spokoju. Co innego uchodźcy, do tych ludzi nie mam nic, bo normalny człowiek, który ucieka przed kulami i wojną, nie wszczyna przecież rozrób i nie napada na samochody.


A uchodźców widziałby Pan w naszym kraju?

Takim ludziom trzeba pomóc, choćby dlatego, że podczas drugiej wojny światowej Polacy też byli uchodźcami i znajdowali dla siebie bezpieczną przystań w innych krajach. Bezbronnym matkom, a do tego z dziećmi, nie zawahałbym się pomóc.

Rozmawiał Artur Guc, dziennikarz AIP
Zdjęcie główne: Szymon Starnawski

Komentarze (4)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

kibic (gość)

Może doczekam czasów, że Pudzianowski stoczy walkę z prawdziwym zawodowcem a nie z pajacami jak do tej pory. Do tej pory chodzi chyba właśnie tylko o kasę i walki z leszczami emerytami z za oceanu lub pajacami. Skoro jest pan taki dobry to zakontraktujcie walkę z jakimś zawodowcem a nie z miśkiem który coś tam trenował 2 miesiące przed walką...

Fan (gość)

Pudzian co ty pierd...sz! Walka była ustawiona! Nigdy więcej nie obejrzę KSW chodź jestem twoim fanem. Pozdrawiam